Teatr Telewizji TVP

Mikołaj Grabowski: dużo miłosnych napięć

– Ta sztuka mówi o konflikcie między starością a młodością, o namiętnościach i złudzeniach młodych oraz o goryczy starych – mówi Mikołaj Grabowski, reżyser jednoaktówki „Zrzędność i przekora”, w ramach widowiska „Trzy razy Fredro”.

Powiedzmy widzom o czym opowiada jednoaktówka „Zrzędność i przekora”…

– Akcja jest bardzo prosta. Dwóch wujów opiekuje się młodocianą panną, Zosią, której spieszy się, żeby wyjść za mąż, ale nie dostaje od nich pozwolenia. Wujowie, tytułowe zrzędy, nie mogą się ze sobą zgodzić. Pojawia się pan Lubomir, który kocha się w Zosi, a ona w nim. Ta prosta fabułka ma wiele znamion, które są w dużych, pełnospektaklowych komediach Fredry. Jest tu konflikt starego ze starym. Niezbyt dobrze przeżył swoje życie, więc nie może zgodzić się z drugim starym, który także jest nieszczęśliwy. Fredro mówi, że starość jest trochę nieszczęśliwa. Starość zazdrości młodym, nienawidzi ich, zazdrości im. Młodzi chcą wyjść ze skorupy, w której starcy nad nimi panują. To może nie jest odkrywcze, ale jakże oryginalnie ujmuje to Fredro. Silny jest tu wątek miłosny, erotyczny, który występuje w jego wszystkich sztukach, gdzie ktoś się w kimś zakochał i nie może się z nim połączyć. To napięcie miłosne jest bardzo silne. Mamy też napięcie między mądrością a głupotą. To komedia charakterów, a nie robienie min do publiczności. To międzyludzka sytuacja, która przybiera lekką postać. Ta sztuka mówi o konflikcie między starością a młodością, o namiętnościach i złudzeniach młodych oraz o goryczy starych.

Mówi się często, że Fredro lubi swoje postacie…

 – Gdy się wychodzi po przedstawieniu Gogola można powiedzieć: „Jezus, Maria! Można się po tym pochlastać”. Fredro patrzy na ludzi ze zrozumieniem. O najgłupszych i najgorszych nie mówi do końca źle, zawsze daje jakąś taryfę ulgową.  Nie dąży do potępienia, czy ośmieszenia, lecz bada naturę ludzką, która czasem jest bardzo tragiczna, a czasem bardzo śmieszna. Hrabia, a taki demokrata. Ten projekt wydaje mi się atrakcyjny dla widza, bo oglądając trzy jednoaktówki Fredry będzie miał skalę porównawczą. To będzie Fredro w trzech wydaniach, bardzo dla nas Polaków atrakcyjny, choć ostatnio niby doceniany, ale głównie jako komediopisarz, prześmiewca, lecz zapomniany jako dramaturg. Zawsze pod tym względem bardziej ceniony był Słowacki czy Mickiewicz niż Fredro, który przecież o naturze ludzkiej ma bardzo wiele do powiedzenia. Inaczej nie napisałby takich komedii. A przecież komedia polega na tym, że opisuje się pewien stan natury ludzkiej, tylko trochę inaczej niż w dramacie patrzy na człowieka. To efekt obserwacji człowieka oddany w bardzo solidnej dramaturgii.
 
Jakie kwalifikacje, poza umiejętnościami czysto profesjonalnymi musi mieć aktor, który gra postać fredrowską?

– Dobrze jest, gdy dużo wie o naturze ludzkiej i ludzkich namiętności lub ma na ten temat bogatą wyobraźnię.

Czy porozumiewacie się jakoś w triadzie Grabowski, Stuhr, Englert?

– Nie, bo rzecz właśnie polega na tym, żeby dla wszystkich była niespodzianka. I dla widzów i dla nas.

Podoba się Panu nowa formuła Teatru Telewizji na żywo?

– Twórczość telewizyjna może mieć różne oblicza. Na przykład postać typowego, zarejestrowanego spektaklu teatralnego, albo formy pośredniej między teatrem telewizji a filmem. Można też wyjść z kamerą do lasu, ale można też budować złudzenie rzeczywistości naturalnej w studiu. Wtedy mamy do czynienia z tą wielką sztucznością teatru, która jest jego urokiem.  W tym przypadku mamy do czynienia z transmisją bieżącą z tego konkretnego dnia, momentu, z tej konkretnej kondycji aktora i wszystkich realizatorów. Jest więc spiętrzenie energii, emocji w studiu telewizyjnym. Uważam to za bardzo ciekawe.

Czy emisja Teatru Telewizji z Krakowa ma przypomnieć widzom, że tradycje robienia Teatru Telewizji są także poza Warszawą?

– Na pewno. Ponownie pokażą się ośrodki kiedyś bardzo znaczące. Kraków, Katowice, ale także Łódź czy Gdańsk. Ten pomysł jest szalony i wspaniały, a poza tym pokazuje sprawność telewizji, która potrafi w jeden wieczór pokazać trzy spektakle z trzech różnych ośrodków. Wiem jak to ożywiło atmosferę w Krakowie, pewnie także w Katowicach.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz