Teatr Telewizji TVP

Aleksandra Konieczna: opanować chaos

– Wymowa tytułu nie jest optymistyczna, bo jak wiadomo, w języku potocznym „posprzątane” oznacza, że „to koniec”, koniec nadziei – mówi Aleksandra Konieczna, grająca Wirginię w telewizyjnym przedstawieniu „Posprzątane” Sary Ruhl.

Kim jest grana przez Panią Virginia?

– To kobieta, w której głowie jest chaos i która próbuje opanować ten chaos poprzez kompulsywne, natrętne sprzątanie. Ona próbuje za pomocą sprzątania opanować także chaos, który jest na zewnątrz, w otaczającym ją świecie.

Czy to oznacza, że tytuł „Posprzątane” oznacza uporządkowanie w sobie i na zewnątrz?

– Właśnie nie. Oznacza jedynie daremne próby takiego uporządkowania. Wymowa tytułu nie jest optymistyczna, bo jak wiadomo w języku potocznym „posprzątane” oznacza, że „to koniec”, koniec nadziei.

A przecież faktura sztuki zawiera wiele elementów komediowych, wesołych…

– To nie zmienia faktu, że pod tą warstwą kryje się to, co w tej sztuce dotyczy śmierci, cierpienia, miłości, zazdrości, rozpadu małżeństw. A to, że jest w tej sztuce wiele powodów do zaśmiania się, to oczywiste. Tam, gdzie powstaje napięcie między tym, co wysokie a tym, co niskie, zawsze jest powód do śmiechu. Do śmiechu prowokują także paradoksy.

Zagrała Pani w ponad trzydziestu spektaklach Teatru Telewizji, a pierwsze Pani role, jak choćby Róża w „Bezimiennym dziele” Witkacego czy Wendla w „Przebudzeniu”, nie były drugoplanowe, lecz główne…

– Na Teatrze Telewizji formowałam swoją duchową stronę od wczesnej młodości jeszcze jako widz. To forma bardzo odmienna i od teatru żywego, i od filmu i w gruncie rzeczy nie wiem, do którego z nich jest jej bliżej, a może jednakowo daleko. Jako dla aktorki, jest to dla mnie forma bardzo ważna.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński